"Loading..."

Junakiem M16 dookoła Polski (cz. 2)

Junakiem M16 dookoła Polski (cz. 2)

Krzysztof Troka, sympatyk marki Junak, właściciel modelu M20 postanowił postawić sobie nie lada wyzwanie. Tymczasowo przesiąść się na Junaka M16 i przejechać na nim nie lada dystans - dookoła Polski. Oto relacja Krzysztofa z drugiego etapu wyprawy, a zarazem pierwszego dnia tej trasy - Augustów osiągnięty...

Mija sierpień, kończy się upalne lato, rano na trawie osiada rosa, a ja czekam na swoją wielką podróż. Almot w tym roku sprawił mi niespodziankę, przekazał motocykl i zaopatrzył w środki, abym mógł spełnić swoje marzenie stawiając jeden warunek, napisać relację i przywieść zdjęcia z wyprawy. Gdzie tu jechać dam w te pędy wprzód się zastanowię jak i którędy?

Ciekawych tras jest u nas bez liku, postanowiłem, że ruszę na wschód do Augustowa na kartacze. Kiedy przyszedł dzień wyjazdu miałem wyrzuty sumienia, syn się rozchorował. Całe szczęście, że to nic poważnego. Wstałem o 4 zaparzyłem kawę w termosie jeszcze tylko Nica wyprowadziłem na spacer i poszedłem na parking.

Junak był już spakowany, czekał na mnie grzecznie pod plandeką. Tego uczucia towarzyszącego, kiedy ruszam na wyprawę nie można porównać z niczym innym, ten moment, kiedy siadasz na siodło i uruchamiasz zapłon by zaraz ruszyć w daleką drogę. To poczucie wolności i oderwania od spraw codziennych to radość połączona z tęsknotą, że bliskich zostawiam w domu. Wytaczam się na drogę, wolno podjeżdżam do skrzyżowania, czekam na zielone światło, silnik jeszcze nierozgrzany, miga kierunkowskaz sygnalizując skręt w lewo w kierunku obwodnicy.

Ruszamy kierunek Elbląg, po dwóch godzinach parkuje nad kanałem mam przed sobą starówkę z remontowanym ratuszem. Chwila przerwy sprawdzam mapę, ustalam kierunek, przez Ornetę, Dobre Miasto, Mrągowo, Giżycko, Ełk dojeżdżam do celu.

W powietrzu jeszcze lato, lecz na polach już jesień, powoli brąz zastępuje zieleń, jeszcze ptaki radośnie ćwierkają i woda w jeziorach ma 18 stopni jednak to już jesień powoli nadchodzi.

Silnik ciągnie równo, siodło mimo obaw nie maltretuje mojego siedzenia jakoś da się wytrzymać, ciało zdążyło przywyknąć do nowej pozycji, ciekawe jak będzie jutro? W trasie dwa razy tankowałem, na początku, trochę narzekałem na zasięg M16 jednak w trasie przestało mi to przeszkadzać była chwila na rozprostowanie kości. W Dorym Mieście zatrzymałem się na kawę i podładowałem baterię w aparacie. Połowę trasy zrobiłem drogami powiatowymi ma to tę zaletę, że jest pusto tylko od czasu do czasu mijamy samochód. Jednak są one gorszej, jakości i przez to prędkość podróżna rzadko przekracza 80 km/h. Na początku miałem jeszcze obawy jak Junak zniesie na trasie moje wszystkie przytroczone toboły, jak by nie było wziąłem tego trochę, mam nawet namiot, mimo, że noclegi mam zarezerwowane. Lepiej być niezależnym, licho nie śpi.

Przed Augustowem zadzwoniłem do kolegi z forum chińskich motocykli, obiecał zabrać mnie na dobre kartacze, zanim się spotkaliśmy dojechałem na miejsce mojego postoju, Marina Borki tak nazywa się to miejsce przy ul. Nadbrzeżnej, okazało się wspaniale położone, nad samym jeziorem z kąpieliskiem, przystanią jachtową, nowe natryski, wyremontowane domki, hotel, restauracja, która serwuje przepyszne pierogi, nigdy jeszcze nie jadłem nic równie pysznego, jeśli kiedykolwiek tam będziecie spytajcie o pierogi, których nadzieniem są szyjki rakowe, coś niesamowitego, niebo w gębie. Kiedy tak zajadałem się pierogami popijając zimnym piwkiem zadzwonił Jacek, okazało się, że już jest na przystani ze swoją żoną, pożegnałem sympatycznego właściciela przystani, podziękowałem jeszcze raz za gościnę i ruszyłem zwiedzać Augustów z Jackiem i Grażyną.

To spotkanie również miało początek kulinarny, ruszyliśmy na poszukiwanie kartaczy, co w poniedziałek nie było zbyt proste nawet w Augustowie. Pod Albatrosem już się skończyły, pozostał jeszcze bar dla tirów, znałem to miejsce i miałem nadzieję, że się nie zwiodę. Bigo, zamówiłem jeszcze placki ziemniaczane i tu znów kulinarne odkrycie, placki sam robie, robił je mój Ojciec, chyba wszyscy w rodzinie i zawsze były one na wysokim poziomie, ale to, co zaserwowali mi w tym barze to było plackowe mistrzostwo świata, delikatny miąższ i chrupiąca skórka, oczywiście do tego cukier i śmietana, moi gospodarze trochę się dziwili, ale im wytłumaczyłem, że tak się jada placki na Kaszubach.

Kiedy napełniliśmy brzuchy, Grażyna z Jackiem postanowili pokazać mi Augustów, widziałem tego dnia piękne zachody słońca na trzech jeziorach, kapliczkę w Studzienicznej i pomnik Jana Pawła II, barcie na drzewach, ścieżkę przyrodniczą, partyzancką ziemiankę i pomnik leśników. Popołudnie i wieczór minął szybko w tak dobrym towarzystwie nim się obejrzałem zrobiło się ciemno, poczułem się zmęczony, a tu jeszcze kilka słów trzeba skreślić aby utrwalić to co przeżyłem.

Z trasy - Krzysztof Troka
CDN...